REKLAMA

Czy biskupi dostali się w niewolę partii i służb? Rozmowa z senatorem Kazimierzem Jaworskim

Kazimierz Jaworski polski polityk, rolnik, samorządowiec, senator V, VII i VIII kadencji odnosi się do publikacje medialnych o rzekomych nieprawidłowościach w parafialnych inwestycjach fotowoltaicznych.

Red. Rzeszow24.pl: Od bardzo wielu miesięcy ukazywały się publikacje medialne o rzekomych nieprawidłowościach w parafialnych inwestycjach fotowoltaicznych. Teraz nagle padło, że to ma coś wspólnego z jakąś akcją podporządkowywania Kościoła przy użyciu służb. O co chodzi? Dlaczego wcześniej nikt tego nie powiedział, mimo tak wielu publikacji?

Kazimierz Jaworski: To dość jasne. W czasie gdy współdziałanie służb i partii rządzącej nie podlegało żadnej kontroli, nawet w wypadku bezprawności czy innych patologii, mówienie o tym nie miało sensu. Staraliśmy się pokazywać to, co wynikało z dokumentów, że zarząd województwa,  pod przewodnictwem W. Ortyla, celowo niszczył te inwestycje. Teraz można postwić rzecz szerzej. A czemu przemyscy hierarchowie się na to godzili? Jakimi metodami jeszcze posłużył się zarząd województwa?

Red.: Wróćmy do początku. Co to za pomysł, żeby parafie prowadziły inwestycje w duże instalacje fotowoltaiczne? Nie takie, że ma być produkowany prąd dla kościoła i plebanii, tylko w skali dużo większej? Chodziło o to, żeby parafie mogły zarabiać pieniądze?

409930567_208388992338772_5097399751490872956_nK.J.: O to też. Była taka myśl, że dla małych parafii na Podkarpaciu, gdzieś tam daleko od centrum, stały zastrzyk finansowy, byłby korzystny. To nie chodzi o to, żeby proboszcz jeździł ciągle nowym samochodem. Kto zna realia podkarpackiej wsi wie, że w małe miejscowości parafia jest po prostu centrum życia całej społeczności. Jeśli tam będzie parę złotych, ksiądz z kręgiem wiernych będą umieli je wykorzystać lepiej, niż ktokolwiek inny. Bynajmniej nie na potrzeby własne, ale tej społeczności. Ale nie w tym jest głównie rzecz. Gdy zaczynaliśmy to dziesięć lat temu, trudno to było ludziom wyjaśnić, bo nikt nie wyobrażał sobie, na czym będzie polegała transformacja energetyczna. Ale dziś, minister Paulina Hennig-Kloska, już po wyborach, ale przed objęciem stanowiska ministra mówi: „Musimy przyspieszyć proces transformacji energetycznej, uwolnić transformację oddolną, dając szansę na włączenie się w ten proces obywatelom, samorządom, spółdzielniom czy wspólnotom”. My o tym wiedzieliśmy już dziesięć lat temu. Gdyby powstały instalacje na takich małych parafiach, to byłby to po prostu zalążek dla samowystarczalności energetycznej dla takiej miejscowości, prąd wyprodukowany na miejscu, tam mógłby być szerzej użytkowany.

Red.: Dofinansowanie ze środków unijnych było przecież na to. Czemu zarządowi województwa, czy komukolwiek innemu miałoby zależeć, żeby to zablokować? To nielogiczne.

K.J.: Są dwa powody. Pierwszy taki, PiS wymyśliło sobie, że zmonopolizuje energetykę w państwowym ręku. Stworzy się taki Gazprom pod kontrolą polityków. Tym właśnie stał się Orlen. To są funkcje, wysokie wynagrodzenia, ale też możliwość manipulowania całym krajem. Nośniki energii to element polityki podatkowej, czy manipulowania deficytem. Przecież widzieliśmy to dokładnie przed samymi wyborami przy każdej wizycie na stacji benzynowej. Jeśli tak miałaby wyglądać Polska, to nie pasuje do tego system, w którym poszczególne miejscowości produkują energię dla swoich mieszkańców. Jeszcze ktoś mógłby sprawdzić, ile to naprawdę kosztuje i wtedy manipulowanie cenami przez monopolistę, byłoby trudniejsze. Drugi powód, po prostu znaleźli się tacy, którzy uznali, po co takie korzyści maja mieć społeczności lokalne? Trzeba tak zrobić, żeby te instalacje znalazły się w bardziej odpowiednich rękach…

Red.: Ale co do tego ma wpływanie przez służby na biskupów?

K.J.: Zrozumieliśmy, że o to chodzi, gdy wszczęto postępowanie prokuratorskie w sprawie rzekomych nieprawidłowości. A potem nagle czynności zaczęło wykonywać CBA. Tylko że z łatwością dawało się ocenić, że to są czynności pozorne, chodzi o to żeby wpadać do księży na parafię, wzywać księży, zastraszać w ten sposób. A potem nastąpiła rzecz jeszcze dziwniejsza. Nagle pełnomocnikiem przemyskiej kurii został prawnik o specyficznej reputacji, na dodatek powiązany z różnymi sprawami, które wiążą się z nieprawidłowościami w CBA. Wszystko to opisał red. Dobski i wtedy zrozumieliśmy, co tu się naprawdę odbywa.

Red.: A co ustaliło postępowanie prokuratorskie?

K.J.: Nic. Trwa to trzy lata. Wszczyna się kolejne postępowanie praktycznie w tej samej sprawie, dalej nic. Pozostaje mieć nadzieję, że teraz, po zmianach w prokuraturze, ktoś ustali, dlaczego tak było. Osobiście nie bardzo wierzę, że to przypadek. Zapewne zależeć to będzie w dużej części od tego, czy klasa polityczna naszego regionu dopilnuje. Ja wciąż mam nadzieję, że ci posłowie PiS, którzy osobiście nie byli w to uwikłani, będą najbardziej zainteresowani tym, by pokazać nadużycia, których nie chcą mieć zaliczane na swoje konto. Zwłaszcza ci politycy, którzy powołują się na związki z Kościołem powinni uczynić wszystko, by uwolnić biskupów, kurie, księży od takich operacji skierowanych, moim zdaniem przeciw Kościołowi i katolikom.

Red.: Ale jak to się stało, że hierarchia, Arcybiskup Przemyski, godził się na takie rzeczy? Dlaczego np. musiał zgodzić się na ustanowienie pełnomocników, których ktoś narzucił?

K.J.: Tego na początku nie rozumieliśmy. Skąd się to właściwie wzięło? Potem zaczęło być jasne. Arcybiskup, kurialiści zostali do tego jakoś zmuszeni. Zupełnie nieprawdopodobne wydawało się, że biskupi wyrażają zgodne na poniewieranie księżmi przez CBA. A jednak. Moim zdaniem, to nie mogło polegać na działaniu dobrowolnych. Chodzi właśnie o to, żeby teraz to wyjaśnić. Kto w PiS i służbach zorganizował tę akcję? Jakich metod użyto, jakiego nadużycia zaufania dokonano, że sprawy zaszły aż tak daleko?

Red.: Obecnie rządząca koalicja będzie zainteresowana, by to wyjaśnić?

K.J.: Liczę na różnych polityków. Jako się rzekło, przede wszystkim tych z PiS, którzy nie byli w to utaplani. Ale przecież obecnie rządzący, na pewno na Podkarpaciu, to też w dużej części katolicy. Czemu mieliby się godzić na to, by Kościół podporządkowywać partii, na dodatek za pomocą służb? Liczę na uczciwość i rozsądek.

Red.: Były już jakieś konkretne ustalenia?

K.J.: O tym lepiej narazie szerzej nie mówić. Ale mam nadzieję, że wiedza na ten temat bardo szybko stanie się publiczna. My jesteśmy stroną w tej sprawie, więc wiarygodniej będzie, gdy wypowiedzą się mniej zaangażowani bezpośrednio, a posiadający odpowiedni mandat.

Na zdjęciu Kazimierz Jaworski. Fot. arch. prywatne

31-12-2023

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook


lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)